Aktualności
Czterdzieści cztery lata… jak jeden dzień – dr Andrzej Chrościcki
Lubelska Liga Koszykówki Amatorów powstała w roku 1978 z inicjatywy redaktora Andrzeja Wawrzyckiego. Przez te wszystkie lata w naszej lidze zagrało wielu wybitnych polskich (Andrzej Kasprzak, Ireneusz Mulak, Edward Ignerski), czy zagranicznych koszykarzy (Estończyk Bruno O’ya). Mijają kolejne sezony, zmieniają się nazwy drużyn i nazwiska koszykarzy, ale jedno pozostaje stałe i niezmienne: doktor Andrzej Chrościcki – jedyny gracz, który występuje w naszej lidze od pierwszego sezonu, aż do dzisiaj. 43. sezony w barwach jednej drużyny Lancetu. Tym nie może pochwalić się żaden miłośnik basketu. Na Mistrzostwach Polski Akademii Medycznych był współautorem trzech kolejnych tytułów mistrzowskich. W Lancecie miał okazję grać że znakomitymi lubelskimi gwiazdami koszykówki: Zenonem Telmanem, Krzysztofem Krzanowskim, Jackiem Dacko, Ryszardem Bielakiem czy Jackiem Grabskim. Ten znakomity team wielokrotnie wygrywał naszą ligę (m.in w latach 1994/95, 95/96, 96/97, 98/99). Doktor Andrzej Chrościcki miał znaczący wpływ na sukcesy swojej drużyny. Jako wieloletni kapitan potrafił umiejętnie kierować poczynaniami zespołu, łagodził konflikty i zawsze wykazywał sportową postawę podczas gry.
Rozmowa z Andrzejem Chrościckim – ikoną rozgrywek Pod Koszami Dziennika Wschodniego im. Andrzeja Wawrzyckiego
Liga Maxi: Od ilu lat Pana życie związane jest z koszykówką?
Andrzej Chrościcki: Przede wszystkim muszę powiedzieć, że nigdy zawodowo nie grałem w koszykówkę. Pod tym względem jestem całkowitym amatorem. W szkole średniej byłem najwyższy, więc siłą rzeczy od razu trafiłem do szkolnej reprezentacji, ale byłem kompletną protezą (śmiech). Ale na usprawiedliwienie powiem, że poziom tamtej koszykówki niczego nie wniósł do moich zerowych wówczas umiejętności koszykarskich. Na serio zacząłem grać dopiero na studiach w 1971 r. Obowiązkowy był tzw. wuef i ja się zapisałem na koszykówkę. Zajęcia prowadził magister Zdzisław Zarzycki, znakomity trener, wychowawca połowy Lublina. Wówczas technicznie odstawałem od pozostałych, ale potrzebny był mój wzrost i dostosowanie się do taktyki zespołu. W zasadzie od tego momentu datuje się mój stały kontakt z koszykówką.
LM: I tutaj pojawia się Lancet?
ACH: W 1977 r. kończyłem studia i musiałem się pożegnać z drużyną akademicką, na szczęście w PSK4, gdzie podjąłem pracę po studiach, istniał TKKF Lancet, do którego postanowiłem dołączyć. Wówczas Lancet składał się prawie z samych lekarzy. Był tam profesor Książek, obecny rektor AM profesor Załuska, ale był także Andrzej Sontag, notabene znakomity lubelski trójskoczek i olimpijczyk. W 1978 r. w lubelskim AOS, z inicjatywy Andrzeja Wawrzyckiego rozpoczęły się pierwsze rozgrywki TKKF-ów. Zgłosiło się 20 drużyn, z których pięć pierwszych w trakcie rozgrywek utworzyło I ligę, pozostali II ligę. Lancet trafił do tej pierwszej grupy.
LM: I od początku z sukcesami?
ACH: Jeszcze nie. W tych pierwszych latach rozgrywki ligowe miały naprawdę amatorski wymiar, chociaż grali u nas znakomici: Romek Waseńczuk, były zawodnik Startu Krzysio Krzanowski. Prawdziwe sukcesy Lancetu były dopiero przed nami. W latach 90. do naszego składu dołączył najpierw Rysio Bielak, potem Zenek Telman i znakomity rozgrywający Jacek Dacko, a także cały szereg innych wybitnych graczy. Dość powiedzieć, że w tamtym czasie Lancet siedmiokrotnie triumfował w mistrzostwach TKKF, a piętnaście razy byliśmy na pudle. Potem zmieniły się czasy, zawodnicy zaczęli odchodzić z różnych powodów, głównie zdrowotnych, a ja tak zostałem, można powiedzieć, że „przyschłem” do Lancetu (śmiech).
LM: Boiskowe wyczyny pokazują, że określenie „przyschnięcie” brzmi jak przesadna skromność.
ACH: Mój wiek niesie ze sobą pewne ograniczenia, ale przychodzę na treningi i mecze, bo jeszcze mogę (śmiech). Ten czas to znakomita odskocznia od mojej stresującej pracy. Ale rzeczywistym magnesem w Lancecie jest dla mnie towarzystwo. Cygan dla towarzystwa dał się powiesić, ja na szczęście nie muszę. Z moimi kolegami z zespołu spotykamy się przynajmniej dwa razy w roku, a na pewno z okazji świąt. Jesteśmy już w takim wieku, że ceni się swoje doświadczenie, wspólne przeżycia i wspomnienia. Weźmy na przykład takiego Piotrka Ziółkowskiego, który jest czołowym graczem Ligi Maxi. Pamiętam go z czasów, gdy jako 4-,5-letni brzdąc przychodził na zakończenia sezonów, na wręczanie medali, bo jego tato Krzysio Ziółkowski grał z nami w Lancecie. Dzisiaj miło popatrzeć, jak ten chłopak się rozwinął. Na treningi przychodził także mój syn, dzieci Jacka Dacki, dzisiaj 40-latkowie. Byliśmy świadkami wymiany pokoleń.
LM: Jak po tylu latach na parkiecie patrzy pan na Lancet?
ACH: W tej chwili mamy drużynę, która w porównaniu z młodymi chłopakami z 4-tego Piętra, Symbitu czy Piątego Faulu jest oczywiście dużo wolniejsza, ale za to my mamy doświadczenie, którego tamci jeszcze nie mają. Dzięki niemu wciąż możemy nawiązywać równorzędną walkę nawet z tymi „młodziakami”. Poza tym traktujemy cały czas koszykówkę jak zabawę i okazję do spocenia się, a także podenerwowania w inny sposób niż w pracy (śmiech).
LM: Czyli koszykówka to sport na całe życie?
ACH: Można tak powiedzieć, ale też im człowiek starszy tym ostrożniej musi podchodzić do gry. Ja od dłuższego czasu nie miałem kontuzji, ale spotkania z takimi młodymi ludźmi wymagają ogromnej uwagi na własne zdrowie (śmiech). Ich szybkość i siła w starciu z moim wiekiem może być bolesna w skutkach, a oni bynajmniej nie patrzą na moje siwe włosy (śmiech).
LM: Czasami widać ogromne emocje na boisku. To z tego powodu?
ACH: Kiedyś syn mojego kolegi grający w przeciwnej drużynie nie mógł mnie dogonić, więc postanowił mi podstawić nogę. Odwróciłem się i powiedziałem „szczeniaku, bo zaraz ja ci tak samo dokopię jak ty mnie, albo jeszcze lepiej powiem ojcu jak się na boisku zachowujesz. Nie możesz starszego pana dogonić, to nogę mu będziesz podstawiał?”. Dopiero wtedy się zawstydził. Jakiś miesiąc temu dostałem niechcący w twarz tak, że byłem pewien utraty zęba. Na szczęście obyło się bez strat, ale po dwóch dniach na twarzy wyszedł mi ogromny siniak, musiałem go maskować makeupem, bo przecież jako chirurg nie mogę pokazać się pacjentowi z takim „kwiatkiem”. Byłoby mu nieswojo.
LM: A jak rodzina przyjmuje taką pasję na całe życie?
ACH: Żona musiała się przyzwyczaić (śmiech), przecież mecze odbywają się w każdą sobotę albo niedzielę. Dla lekarza, który dodatkowo dyżurował i w dalszym ciągu dyżuruje, ta pasja staje się bardzo absorbująca. Wszystkie nasze weekendowe czynności i jakiekolwiek wyjazdy dostosowywane były do kalendarza meczów. Ale chyba lepiej, gdy żona wie, że jestem na meczu, niż nie wiadomo gdzie (śmiech).
LM: To ile jeszcze sezonów przed Panem?
ACH: Powiem szczerze, że nie wiem. To może się skończyć w każdej chwili. Wiem to jako lekarz, bo przecież na co dzień zajmuję się urazami. A dopóki nie ma kontuzji, to sobie powtarzam: jeszcze jeden sezon, jeszcze jeden sezon, dopóki zdrowie pozwoli. A więc tyle sezonów, ile się jeszcze da.
XI Memoriał im. Leszka Marii Roupperta
AktualnościXI Memoriał im. Leszka Marii Roupperta W najbliższy listopadowy weekend w rozgrywkach Ligi Maxi nastąpi przerwa. Uczestnicy naszej ligi wezmą udział w XI Memoriale im. Leszka Marii Roupperta. Już dziś zapraszamy wszystkich uczestników Liga Maxi do...
THE REDS IGLO-KLIMA WRACA DO GRY!
AktualnościTHE REDS IGLO-KLIMA WRACA DO GRY!7 kolejka Ligi Maxi obfitowała w ciekawe i emocjonujące mecze. Wydawało się, że najbardziej interesującym i wyrównanym pojedynkiem będzie rywalizacja mistrzowskich ekip sezonu2021/22: The Reds z 4tym Piętrem. Niestety,...
5 kolejka Liga Maxi
Aktualności5 Kolejka Ligi MaxiThe Reds IGLO-KLIMA - Team 67-71 The Reds: Artur Josik 21, Kozioł 12, Dariusz Josik 10, Lejko 9, Skolimowski 8, Podgórski 4, Dejnek 3, Misztal. Team: Mazurek 22, Kijora 14, Suchorowski 11, Pęzioł 10, Szydłowski 6, Ciupa 4, Makowski i...
PORAŻKI FAWORYTÓW!!!
AktualnościPORAŻKI FAWORYTÓW!!!4te Piętro-Dom Plus 43-63 Ekipa Łukasza Łukawskiego (tym razem w roli trenera) niespodziewanie przegrała ze znakomicie dysponowanymi graczami Domu Plus. Mecz był wyrównany przez trzy kwarty. Ostatnia odsłona to już całkowita dominacja...
Pierwsza wygrana LIPA TEAM.
AktualnościPierwsza wygrana LIPA TEAM.Lipa Team-Dom Plus 66-53 Po emocjonującym i wyrównanym meczu Lipa Team zwycięsko zakoń czyła spotkanie z Domem Plus. Ten sukces to zasługa dobrej zespołowej obrony, sprawnie funkcjonującego szybkiego ataku oraz skuteczności...
Zasłużone zwycięstwo Quattro Tech.
AktualnościZasłużone zwycięstwo Quattro Tech .Piąty Faul-Qattro Tech. 59-71 W drugiej kolejce Ligi Maxi najbardziej emocjonujący był mecz Piątego Faulu z Quattro Tech. Rywalizacja młodości z doświadczeniem miała wyrównany przebieg przez trzy kwarty. Ostatnie 10 minut...




















